Nieuleczalnie zdrowa

Za oknem schroniska wichura. Choć łagodniejsza niż zapowiadano i nieporównywalna do tej himalajskiej, to od czasu do czasu trzaska drzwiami.

Wokół Morskiego Oka mrok nocy. Zaczyna padać śnieg, na nizinach – deszcz. Kinga otwiera okno schroniska – czyżby chciała nam zafundować ekstremalne przeżycia?
Piękna i niezwykła dziewczyna, za którą historie snują się jak tatrzańskie szlaki, zaczynała właśnie tutaj. Tatry są jej bliskie, bo kiedyś stały się impulsem.

Kinga Baranowska Morskie Oko
taki z niej płatek śniegu
kruszyna, pył skalny
kozica w szaleńczym biegu
nie topi się, nie narzeka
nie daje się zdmuchnąć
biegnie, lecz nie ucieka

Klimatyczne schronisko sprzyja opowieści o ekstremalnych wyprawach Kingi. Kto myślał, że nasza bohaterka skupi się na ostatecznych atakach na wierzchołki ośmiotysięczników, szybko weryfikuje swoje wyobrażenia. Zanim wespniemy się z nią na szczyt świata, najpierw trzeba pokonać niziny, nierzadko bolące dotkliwiej niż wspinaczka.


W trakcie jej barwnej opowieści odnoszę wrażenie, że większy problem stanowi ułożenie się z człowiekiem niż z górą. Kinga twierdzi, że nic nie musi, że zawsze ją stać na odwrót. Ona wie, że monstrum, które ją „sprawdza” i rzadko kiedy bywa przyjazne, zaczeka, sprowokuje ją znowu, wyzwie na konfrontację. Zatem to tylko kwestia czasu i okoliczności. Czy podobnie jest z człowiekiem? To nie tajemnica, że wielu przeciętnych ludzi przeraża wspinaczka i karkołomny szlak, tymczasem nasze codzienne zmagania z ludźmi bywają ekstremalnym wyzwaniem i nie zawsze kończą się miłością. Zdobywanie człowieka zadane jest każdemu z nas. Zdobywanie Himalajów – nielicznym. Ale to co zadane, zobowiązuje. Słuchając Kingi z satysfakcją odkrywam w niej człowieka mądrego i pokornego wobec Boga – Stwórcy. Cierpliwość, systematyczność i wewnętrzna dyscyplina organizacyjna oraz – co najważniejsze – lojalność wobec partnera wyprawy – to cechy decydujące o sukcesie tej niestrudzonej wędrowniczki. U podstaw zmagań z górami niezbędne jest ułożenie się z samą sobą, uporządkowanie celów i myśli w głowie oraz zbudowanie relacji z człowiekiem na szlaku, za którego czuje się w pełni odpowiedzialna.


Przygotowanie wyprawy i jej przebieg bywają często większym wyzwaniem niż zdobywanie wierzchołka góry. Kinga Baranowska, zdobywczyni dziewięciu z czternastu ośmiotysięczników, znaczną część opowieści poświęca temu, co – wydawać by się mogło – stanowi margines. Zmaganie z azjatyckimi organizatorami wyprawy, Szerpami oraz innymi niespodziewanie pojawiającymi się przeszkodami zajmuje głowy himalaistów nie mniej niż pogoda i wspinaczka. Ekwipunek niezbędny do zakładania baz dźwigają również jaki, które bywają równie kapryśne jak Szerpowie. Jajka – istotny składnik diety wysokogórskiej – dźwiga najpokorniejszy z nich. Istniej ryzyko, że posiłek ucieknie. A wtedy…?

Gasherbrum II – tegoroczny cel Kingi – dziewiąty z kolei – bardzo ją zabolał, ale zarazem nagrodził cudownym przeżyciem: gdy Kinga pomału, krok po kroku zdobyła szczyt i mogła się wreszcie rozejrzeć, wokół niej niebo wypełniło się tęczami, co można zobaczyć na zdjęciach jej profilu na fb. Kinga odbiera to jako swoisty znak przymierza z Bogiem. Rozumiem, że to umowa o dzieło polegające na zdobyciu ostatnich pięciu szczytów, a w konsekwencji Korony Ziemi.
Gasherbrum II

tak Kinga zdobywała szczyt
który wydawał się na wyciągniecie ręki…
trwające wieczność ostatnie kilka kroków:
jeden krook, oddech, wiele oddechów
niekończący się różaniec minut
kolejny jeden krook i znów wyrównywanie oddechu
następny jeden krook – tajemnica
i tak do chwała Ojcu
szczyt!

Na zdjęciach, które prezentuje widać zatknięte tuż poniżej szczytu góry chorągiewki – Kinga nie wchodzi na sam wierzchołek, bo to miejsce zarezerwowane dla Boga. Jednak zwieńczeniem ataku nie jest ten magiczny punkt lecz baza. Kinga Baranowska twierdzi, że tam dopiero świętuje się wejście. Zejście bywa bowiem trudniejsze niż wspinaczka.

Matka Boża od Szczęśliwych Powrotów kojarzy się tej skromniej dziewczynie ze wstawaniem, podnoszeniem się, nie uleganiem i nie poddawaniem się. Hmm… Powrót do stanu ataku, aktywności i gotowości do podejmowania wyzwania? Powrót do życia? Czy dobrze rozumiem? Zamyślam się…

Kapliczka matki bożej od szczęśliwych powrotówSkromna istota, ale budząca respekt w każdym calu – (w majestacie gór) Calineczka. Robię sobie pamiątkowe zdjęcie z Kingą. Mam ogromną satysfakcję ze spotkania z tak bogatym w doświadczenia i przeżycia człowiekiem. Chętnie zawiązałbym sznurówki jej butów, ale nie śmiem proponować…

Wracamy, rozmawiamy z przyjaciółmi o Kindze. Jedno myślimy – człowiek, to jednostka wymagająca indywidualnego traktowania, zasługuje na zamyślenie się nad nim i szacunek. Każdy człowiek ma indywidualne cele i predyspozycje do ich realizacji. Bóg skonstruował świat sprawiedliwie i jeśli czegoś oczekuje, to nieustannie wspomaga człowieka w realizacji zadania. Gdybym chciał podważać sens wędrówki Kingi i jej ekstremalne wędrowanie, to podważałbym autorytet Boga. Tak to czuję. Można człowieka o wszystko pytać, tylko czy trzeba? Czy należy? Jestem przekonany, wiem, że plan życia ułożył jej Bóg. A ona realizuje to, co zostało jej zadane. Nie zakopała talentów pod Kopieńcem.
wchodzisz na zadane Ci szczyty Himalajów
jak dobrze
że nie poprzestałaś na Nosalu

„Jestem tu po to, żeby budować relację z ludźmi” – mówi Kinga. Nie są to puste słowa: kiedy usłyszę, że znowu niesie Cię na jakąś górkę, to wiedz, że ja – a jestem przekonany, że wszyscy tu obecni podobnie – westchną w Twojej intencji, dziewczyno. I będą Cię wspierać duchowo. Pozwoliłaś nam zanurzyć się przez chwilę w swoim świecie, stałaś się nam bliska. Kingo…

gdy będziesz brnęła w śniegu po pas
fruwała nad przepastnymi szczelinami
gdy wiatr będzie Cię smagał do bólu
a mróz wnikał w serce i ściskał nos
gdy pragnienie palić będzie jak ogień
wiedz
że mój anioł pójdzie za tobą
przy tobie stał będzie
amen

Spotkanie w Morskim Oku
„Żałuję, że nie zdążyłam jej tego powiedzieć – mówi do mnie Marzena po spotkaniu – gdyby ktoś pytał po co ona to robi, to bym mu powiedziała, że robi to dla mnie. Trudzi się, żeby mi opowiedzieć jak to jest. Kinga dała mi odpowiedź na kilka życiowych pytań”.



Dodaj komentarz