SZUKAJCIE MNIE, A NIE CIAŁA

Siedemnastego sierpnia Polskę obiegła wiadomość o zaginięciu w Alpach Szwajcarskich księdza Krzysztofa Grzywocza, cenionego kaznodziei i wykładowcy teologii duchowości. Urzędowo został  uznany za zaginionego. Trwają jednak poszukiwania prowadzone przez wolontariuszy. Po ludzku pragniemy, aby powrócił do nas, ale nieświadomi tego co dla człowieka jest lepsze, powierzamy go Panu, bo:

„… myśli moje nie są myślami waszymi, ani wasze drogi moimi drogami – wyrocznia Pana” (Iz 1, 8)

Niech więc ks. Krzysztof podąża drogą Pana. Bóg lepiej wie, czego w tej chwili potrzeba ks. Krzysztofowi, a nam pozostaje ufać. Przez ręce Matki Bożej od Szczęśliwych Powrotów zanosimy modlitwę i składamy ją u stóp Dobrego Pasterza.

Spec od duszy

Moim największym bogactwem na Ziemi są ludzie: rodzina, przyjaciele i znajomi, którymi bardziej lub mniej świadomie otoczyłem się na przestrzeni wielu lat. Ludzie, z których życzliwości mogę czerpać.

Jak każdemu, i mnie zdarzyło się mieć problemy z samym sobą. Wiedziałem, że rozwiązanie tych problemów jest w mojej głowie, a polega na poukładaniu tego, co pod wpływem życiowych turbulencji posypało się i nagle skomplikowało relacje, a także zaburzyło mój spokój. Ileż to razy pod wpływem chwilowych słabości, żeby nie powiedzieć depresji, skupiałem uwagę na tym, co osłabiało mnie samego i wywracało mój uporządkowany świat do góry nogami. Wpadanie w mroczne stany uruchamiało negatywną wyobraźnię. Najprościej można to określić tak, że czułem się nierozumiany, samotny i bezradny. Natychmiast wtedy pojawiały się przed oczami osoby, które obwiniałem za moje nieszczęścia, a to powodowało napięcia i konflikty. W rozchwianym stanie, skonfliktowany z otoczeniem, nie potrafię funkcjonować, zrzucić tego ciężaru, uwolnić głowy. Za tym idzie osłabienie, odpływ sił witalnych, a wszystko to czyni mnie nieszczęśliwym. Ileż razy w życiu to przerabiałem…? Wpływało to również na relację z Bogiem. Całe szczęście, że On nie obraża się. W takich chwilach zawsze stawiał na mojej drodze ludzi, którzy nie zawsze świadomie, ale pomagali mi wyjść z mroku do światła. I niekoniecznie były to osoby z mojego bezpośredniego rodzinno-przyjacielskiego zaplecza. Czasem moje myśli i emocje korygowali i ustawiali na właściwym miejscu, zupełnie nieznani mi ludzie – spece od głowy i duszy. Jednym z nich na pewno był, jest, ksiądz Grzywocz. No właśnie: był czy jest? Gdyby nie zacytowane w tytule jego (najprawdopodobniej) słowa, to może napisałbym krótki wiersz – modlitwę za ks. Krzysztofa, ale te słowa prowokują. Sięgam więc do internetowego banku i przeglądam archiwum: jego konferencje, kazania i sentencje. Mogę, bo skonstruowany przez Boga świat, przy niewielkim ludzkim wkładzie nie pozwala człowiekowi odejść w niebyt. Jesteśmy stworzeni do działania, do tworzenia i zostawiania śladów życia podarowanego przecież przez Stwórcę. Dzisiaj media społecznościowe pełne są linków do spuścizny po Księdzu Krzysztofie. Ile stracilibyśmy, gdyby nie archiwum jego życia, życia Jana Pawła II, ks. Jana Kaczkowskiego i innych duchownych i świeckich speców od duszy? Nie znamy się bezpośrednio, a poszukujemy siebie i korzystamy z owoców i zasobów życia. Czyż nie to miał na myśli zaginiony ksiądz Krzysztof?

Szukałem Cię i znalazłem

https://www.youtube.com/watch?v=W5NSuaBzaGY

… i drugi link:

https://dominikanie.pl/2014/09/uczucia-niechciane/

Więcej księdza Krzysztofa warto poszukać samemu.

zasiałem słowa
zostawiłem ślady
„szukajcie mnie, a nie ciała”

Ks. Krzysztofowi Grzywoczowi, pozostającemu w stanie wędrówki…

 

Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.