DWIE MIŁOŚCI – październikowe spotkanie w Morskim Oku

Gdyby spotkanie odbywało się w niedzielę i poniedziałek, to obawiam się że nie zdołalibyśmy wrócić w zaplanowanym dniu z Morskiego Oka. W sobotę było znośnie a w niedzielę już ekstremalnie: wiał cyklon Grzegorz. Szalały śnieżyce, wariowały słupki ciśnienia. Gdy wracaliśmy ze spotkania słyszeliśmy dobiegający ze strony słowackiej trzask łamanych jak zapałki drzew, a na drodze do Morskiego Oka leżał ogromny świerk, który chwilę wcześniej runął niedaleko Wodogrzmotów Mickiewicza. Ktoś powie, że to niebezpieczna wędrówka, ale czyż poza Tatrami, na nizinach, w podobnych warunkach nie ma takiego samego, a może jeszcze większego zagrożenia…?

Jest dwudziesty ósmy października. Zanim ulokujemy się w pokoju schroniska, najpierw wpadamy sobie w ramiona z obecnymi już stałymi bywalcami spotkań u Matki od Szczęśliwych Powrotów. Z większością z nich widzimy się raz w roku.

Spotykamy też panią Marię Łapińską, życzliwą tej wspólnocie kierowniczkę schroniska. Zamieniamy kilka serdecznych słów. Po niedługim czasie wychodzimy z Marzeną, Kasią i Pawłem oraz ich córeczką Sarą na mały rekonesans wokół jeziora.

Bezczelni złodzieje w Morskim Oku

Wydawać by się mogło, że w tak szlachetnym, bliskim niebu miejscu stajemy się lepsi i życzliwsi. Kto wędruje po Tatrach, ten wie, że to twierdzenie jest uprawnione, ale mocy nabiera dopiero powyżej pewnej wysokości. Jak się okazuje, 1400 m n.p.m. to nie jest jeszcze bezpieczna wysokość. W sobotę przekona się o tym Sara a w niedzielę Janusz, który jest podróżnikiem i dzisiaj ma nam opowiedzieć o swoich wojażach po świecie. Ale po kolei…

Z moją ekipą stoimy chwilę na tarasie schroniska i sycimy się zimowym pejzażem. Paulinka, przygotowująca się do kartkówki z matematyki, pozostaje w pokoju i tam mierzy się z rachunkami.

Kilka głębokich oddechów i miłosnych spojrzeń w stronę natury. Jezioro jeszcze niezamarznięte, nieco wzburzone pod wpływem nasilającego się wiatru. Fale przenikają w głąb nas, poruszają duszę i wszystkie zmysły. Ruszamy w stronę moreny, na której stoi dostojna, bo trzymająca w swoich ramionach kapliczkę, limba. Siedmioletnia Sara z kabanosem w ręku ostrożnie stąpa po mokrym śniegu. Schodzimy po śliskich schodach w stronę jeziora. Wtem zatrzymuje nas krzyk i płacz Sary zaatakowanej przez złodziejkę! Orzechówka wyrwała jej kabanosa z dłoni a przy tym podrapała rączkę dziewczynki. Stoimy zszokowani. To akt przemocy w czystej postaci! I bezczelna kradzież! (żeby było jasne: buźka)

 

Orzechówka to zamieszkujący Tatry ptak nieco większy od kosa, szczególnie jest kojarzony z Morskim Okiem. Człowiek zaburzył naturalne środowisko tych stworzeń. Dokarmiając je zaingerował w naturę i „zepsuł” orzechówkę. Przewrócił jej w głowie. Obecnie jej ulubione menu zbliżone jest do tego wiszącego przy bufecie schroniska, podczas gdy powinna się żywić nasionami z szyszki limby rozsiewając przy okazji tę szlachetną roślinę na nowych stanowiskach. Skutkiem takiego stanu rzeczy jest ubożejący stan limb w TPN. Wydaje się, że jedynym ratunkiem jest zmiana menu bufetu w schronisku. Nie zdziwmy się zatem, gdy w niedługim czasie morskooczna kuchnia będzie nam oferowała nasiona z szyszki, orzechy laskowe, jaszczurki, larwy i to wszystko czym powinna się żywić orzechówka.

„No ale czego od nich chcesz, jest zima, brakuje im pożywienia” – mówi Marzena. Myli się. Rzadko kiedy nie zgadzam się z Marzeną. To bratnia dusza, ale tym razem idziemy na udry. Stan faktyczny jest taki, że kubki smakowe orzechówki zmieniły się nie do zaakceptowania.

Orzechówki towarzyszą nam aż do moreny i – a jakże – limby z kapliczką. Czyżby miały swoją miseczkę także u Matki? O ile tych ptaków jest w nadmiarze, o tyle brak Wróblów i innych stałych bywalców spotkań jest nadto odczuwalny. Witamy się z Matką, wymieniamy spojrzenia i idziemy dalej, okrążamy Morskie Oko brnąc w śniegu.

Pan Wieczernik przygotował

Tego wieczora w jadalni schroniska jestem uczestnikiem innej, bo eucharystycznej uczty. Schronisko staje się Wieczernikiem, w którym Pan zaprasza do stołu. Wydaje się, a nawet to pewne, że naszym naturalnym pokarmem jest Chleb a napojem wino. To stan faktyczny. Nie daj Boże, aby ktoś dokarmiał nas fałszywym pokarmem a przez to zmieniał naszą naturę dzieci Bożych! Przecież naszym posłaniem jest rozsiewać miłość na nowych stanowiskach Ziemi.

moim naturalnym pokarmem
jest Twoje Ciało
naturalnym napojem Twoja Krew
czym karmić duszę
jeśli nie Tobą…?

Zapowiadało się, że tym razem będzie kameralnie, bo część uczestników odwołała rezerwacje, ale na szczęście na ich miejsce pojawiają się nowi i – choć mniej niż zwykle – to jest nas pokaźna, bo około siedemdziesięcioosobowa grupa. Towarzyszy nam za to liczniejsza niż zwykle rzesza kapłanów (tutaj ośmiu to już rzesza J). Opanowują niemal całą ścianę pod wiszącą panoramą Morskiego Oka.

Próba śpiewu przed Eucharystią pobudza układ trawienny duszy, głodniejemy. Jak dobrze, że jest Piotr i trio smyczkowe. Doceniamy, dziękujemy.

JEST SŁOWO, JEST STÓŁ… Menu: Chleb i Wino

Z moją ekipą jesteśmy przygotowani do Liturgii Słowa, bo w oczekiwaniu na oficjalne spotkanie sącząc gorącą herbatę i kawę analizowaliśmy w pokoju numer osiemnaście, co dobry Ojciec chce nam powiedzieć tu i teraz.

Jak się później okaże nasze rozważania szły w dobrym kierunku.

Słowo – tym razem o. Michała Paca – utwierdza nas w tym przekonaniu, że Duch Święty zawładnął nami. Słowo przeora klasztoru O. Dominikanów w Poznaniu jest porywające, potrzebne na te czasy, a czytania nie pozostawiające wątpliwości.

http://www.paulus.org.pl/czytania?data=2017-10-29

Dwie Miłości

Żyjemy w stanie nieustającego rozpoznawania i rozeznawania miłości Boga i bliźniego. Jezus te dwie miłości połączył kiedyś w jedno. Kto kocha Boga nie może nie miłować bliźniego i na odwrót. To jest odpowiedź w kontekście dzisiejszego problemu migracyjnego. Sparaliżowani lękiem przed obcymi zapominamy o największym przykazaniu. Jeśli nie wiesz co myśleć i co robić, zapytaj Jezusa, zapytaj Go, co On by zrobił. Pochyl się nad Ewangelią o miłosiernym Samarytaninie, zanurz się w dialogu Jezusa z cudzołożnicą, z łotrem na Golgocie…

Ojcze, dziękujemy za to słowo! W niedzielę, w czasie Eucharystii pod kapliczką na morenie dopełni je ks. Krzysztof, mówiąc o delikatności w niesieniu Boga, o najskuteczniejszej formie świadectwa. jakim jest świadectwo codziennego życia, a na jego pokładzie nawet małe gesty potrafią poruszyć drugiego i stać się podwaliną relacji.

Przekonaliśmy się o tym w czasie sobotniej Eucharystii gdy mała łódeczka zrobiona pod koniec mszy przez celebransa o. Andrzeja i podarowana Sarze, ujęła nie tylko ją, ale też jej rodziców. Taki mały gest, origami a będzie zapamiętany, bo jest owocem rodzącej się i trwającej relacji. Można mieć niedosyt gdy się prześpi Eucharystię, gdy oschłość wyjaławia człowieka, a myślami się jest gdzie indziej,  ale – jak mówi w homilii o. Michał – liczy się to, jacy wychodzimy z Uczty. Jeżeli wracamy lepsi i pełni miłości, to znaczy, że Eucharystia była prawdziwie naszym udziałem.

Pozwólmy działać Bogu. Pier Giorgio Frassatii, którego kult szerzy się za sprawą Ciemnych Typów i ks. Krzysztofa Nowrota z Rybnika, może się stać wzorem ewangelizacji. Wspólnota Matki Bożej od Powrotów jest otwarta i poprzez świadectwo przyciąga do siebie ludzi chodzących jeszcze niewyznaczonymi szlakami, poszukujących tych bezpiecznych, prawdziwych bożych ścieżek. Kiedyś (wpis na blogu pt. „POWRÓCIĆ DO SIEBIE”) wspominał o tym o. Marcin Dąbkowicz z Rzeszowa, który przewodniczył sobotniej celebracji w Morskim Oku, a którego obecność jest potwierdzeniem przywiązania do tej wspólnoty pod kapliczką, podobnie zresztą jak ks. Szymona z Piły, który rokrocznie przybywa tutaj ze swoją wspólnotą …

Dżezująco o Rysiu

„Dziękuję, Ojcze, za to słowo” – zwracam się w czasie koncertu Marka Krupy i Sebastiana Iwanowicza do o. Michała – „Było mi ono potrzebne. Wszystko jakoś się tak uzupełnia” – mówię. Duch Święty działa. Nasza rozmowa koncentruje się na osobie abp. Grzegorza Rysia, który tego wieczora miał być z nami. Tak planowali Anula i o. Marcin. Jesteśmy zgodni, to niezwykła i bardzo ważna postać we współczesnym polskim Kościele. O. Michał twierdzi, cytując kogoś znajomego, że to postać, która staje się dla nas tak ważna jak niegdyś Karol Wojtyła. Zgadzam się. W czasie Eucharystii modliliśmy się za księdza arcybiskupa, który właśnie obejmuje diecezję łódzką a ingres odbędzie się 4 listopada 2017 r. (czyli w dniu zamieszczenia tego artykułu na blogu, za chwilę rozpocznie się uroczysta Msza św.) Przed kilkoma tygodniami dowiedziałem się o tym i z szacunku i wdzięczności dla niego ułożyłem kilka słów:

Na Jasną Górę będziesz miał o trzy kilometry dalej (zmierzyłem)
Zamiast górskich hal, będziesz widział przemysłowe hale
Gdy tu już wydrążyłeś sztolnie i czerpałeś z pokładów soli
Tam w nową geologię musisz się wwiercić siłą Bożej woli
Tytuł miałeś krótszy, jakiś taki bliższy i rytmiczny
Ten dostojniejszy, bo arcybiskupi, ale czy arcyliryczny…?
Tutaj mogłeś skubnąć coś ze stołu franciszkanów, dominikanów
A  tam? Jeśli zechcą coś podać, to krople od Sercanów
Czas kończyć nasze – przyjaciół – gorzkie żale
Ty rzucony  na ewangeliczne morze, na brunatne fale
Wiedz, że będziemy Cię wspierać wszelkimi sposobami
Byś wypełnił Łódź po brzegi rybami

„Jest stół, jest Słowo, jest Chleb. Czego więcej nam potrzeba?” – bp. Ryś

Po rozmowie z o. Michałem piszę sms-a do księdza arcybiskupa z pozdrowieniem z Morskiego Oka od wspólnoty Matki od Powrotów. Piszę, że modlimy się za niego. Ks. abp. Ryś odpisuje: „Dzięki”.

DWADZIEŚCIA PIĘĆ LAT MINĘŁO

… od odnowienia kapliczki i prawie dwadzieścia od pierwszego spotkania. Niemal w przeddzień Wszystkich Świętych  przywołujemy w pamięci ofiary gór. Ale trzeba iść dalej. Śmierć wpisana jest w życie. Wieczór wypełnia śpiew Grzegorza i Anny Góreckich,  opowieść Janusza Gałki – podróżnika i organizatora wypraw, a na koniec muzykowanie Marka i Sebastiana porywające nas do tańca. Jest dobrze, jest dobrze, a nawet bardzo radośnie jest. Mały jubileusz – dwudziestopięciolecie spotkań u Matki.

Grzegorz i Anna Góreccy

Sebastian Iwanowicz i Marek Krupa Krupiszon

Janusz Gałka

Święcona, w krystalicznej postaci woda

Ponoć na morenie pod kapliczką jest znośnie, choć mocno pada śnieg i ciągle go przybywa. Chwila niezdecydowania, ale wszystkich tam ciągnie… Anula radzi Eucharystię na zabudowanym tarasie schroniska, popiera ją pani Maria Łapińska. Turystów dzisiaj niewiele. Anula Wątorska – organizatorka spotkań musi myśleć o wszystkim i wszystkich, w tym przypadku chodzi jej o dzieci,  ale zanim organizatorzy podejmą ostateczną decyzję większość uczestników przyzwyczajonych do mszy pod kapliczką już tam pomaszerowała i decyzja mogła być tylko jedna.

Uczestniczymy w niedzielnej Eucharystii w zimowych okolicznościach, co w kontekście minionych dwudziestu pięciu lat nie jest niczym nowym. Zdarzało się, że bywało gorzej. Słowo głosi ks. Krzysztof – przedstawiciel Ciemnych Typów.

Nieustannie jesteśmy kropieni święconą wodą w krystalicznej postaci i przewiewani wiatrem oczyszczającym.

Przejaśnia się, widać nawet Mnicha i Rysy, składamy parasole,  błogosławieństwo, pieśń do Matki od Powrotów, ostatnie zdjęcia… i do domu

… i do domu

Drabinka i Drab

„Gdzie jest ksiądz Krzysztof? Gdzie Ciemne Typy z Rybnika?” – pyta Paweł biegając po schronisku. Paweł i Kasia, a za nimi Marzena, rzutem na taśmę zostają Ciemnymi Typami, czyli on Drabem a one Drabinkami. Codziennie będą się za mnie i za innych wariatów modlili odmawiając dzień w dzień jedno  „Pod Twoją obronę”. Niby niewiele, ale przez całe życie się uzbiera. Zatem jest nas więcej.

Orzechówki w McDonaldzie?

Janusz Gałka z zamiłowania jest podróżnikiem. Od lat, wraz z żoną Magdaleną i dziećmi, jest też stałym bywalcem spotkań. W sobotni wieczór zabrał nas w pasjonującą podróż po świecie, a w niedziele posługiwał przy ołtarzu.

Gdy po mszy rozchodziliśmy się, on służył pomocą – zwoził swoim autem sprzęt nagłaśniający, instrumenty muzyków i ich samych. Później w jadalni schroniska, w towarzystwie najbliższych, jadł obiad. Jak to się stało, że zostawił tam wszystkie swoje dokumenty? Nie wiadomo, ale wątpliwe jest, że to orzechówki je ukradły i zaniosły do Zakopanego by nazajutrz porzucić w toalecie McDonalda. Janusz nie z takich opresji jednak wychodził. Nie z takich kłopotów się odkopywał. Ten kto dotknął jego portfela nie wiedział, że przywłaszczył własność znajomego Matki od Powrotów… Kto wie co teraz się z nim dzieje…? A co do Janusza, to ostatecznie na mięczaka nie trafiło, choć krwi trochę popsuło. Januszu, dziękujemy za Twoją posługę w czasie tego spotkania.

Szlaban dla słabości

Sara przeżyła atak orzechówki, Janusz kradzież dokumentów a Piotr Pałka awarię hamulców w swoim samochodzie. Strach pomyśleć jak by się to skończyło, gdyby nie Opatrzność…?
„Suwerenność Ducha Świętego polega także na tym, że nas wybija z poczucia bezpieczeństwa, i z poczucia równowagi, i z takiego przekonania, że wszystko kontrolujemy, o wszystkim wiemy, wszystko potrafimy sami utrzymywać we właściwym porządku. Duch Święty nas wtedy bardzo mocno trąca w bok tak, że tracimy to poczucie pewności siebie. I musimy wykonać przynajmniej jakieś dwa kroki do przodu, żeby znów odzyskać równowagę.”
abp Grzegorz Ryś

Sobie również aplikuję to słowo.

Kosztem serca

Naturalnym środowiskiem pani Marii Łapińskiej jest Morskie Oko. Dzięki temu, że wszystko jest tutaj naturalne i prawdziwe, czujemy się w tym miejscu szanowani i mile widziani. Ja osobiście podziwiam z jaką pasją pani Maria prowadzi schronisko. Tutaj nie da się przyjść do pracy, zrobić swoje i odjechać. Tutaj trzeba służyć i tracić serce. Spalać się dla tego wszystkiego, co zwie się Morskim Okiem. Pani Mario, dziękujemy za życzliwość, której symbolem jest szarlotka i za Pani otwartość, czego wyrazem jest Pani obecność wśród nas i wsparcie, jakiego nam Pani udziela. Dziękujemy również całemu personelowi schroniska, który mimo pracy po godzinach nie okazywał nam zniechęcenia. Niech Bóg Wam wynagrodzi i zachowa w zdrowiu i tak kieruje wszystkim, by było naturalnie, limbowo.

Napełniony po brzegi

Moja ekipa.

Dwa zwykłe dni. Ktoś się otworzył i opowiedział o sobie, wywiązała się relacja, ktoś inny był w czyichś myślach, jeszcze ktoś inny wypełnił się po brzegi miłością i pokojem. Szczególnie pamiętam o chorych a bliskich mi ludziach, którzy uwiezieni w swoim ciele nie mogą tu być z nami. Czas wracać. Co tu dużo mówić: pogoda jest okropna, ale ja nigdy z gór nie wróciłem chory, a byłem tutaj setki razy. I tym razem wrócę zdrów. Napełniony po brzegi. Alleluja!

Inne moje wpisy:

https://moko.blog.deon.pl/

albo kliknij w tytuł MOKO

Zdjęcia

Obszerna fotorelacja znajduje się na oficjalnej stronie wspólnoty, którą możemy zobaczyć w nowej szacie graficznej: www.matkaodpowrotow.pl

Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.