W górach zaginął duch

Trudno mi się było z tym pogodzić, że nie w gościnnym schronisku nad Morskim Okiem lecz w pensjonacie w Małem Cichem,  bez tej estetyki, tych emocji, do których przez lata się przyzwyczailiśmy. Jeszcze bardziej brakowało ludzi, wielu twarzy tej wspólnoty. Taka sytuacja i taki brak prowokuje do głebszej analizy i zamyślenia. Ktoś tak bardzo sie zamyślił i zafrasował, że stracił orientację i zaginął w górach. Kto? 

Nigdy się nie zastanawiał nad lokalizacją świątyń. Zwykle jego wędrówce do kościoła towarzyszyła nieświadomość drogi i tego co jest na końcu. Gdy przypadkiem odkrył, że nic nie jest przypadkiem, że – jeżeli były ku temu warunki – zwykle starano się budować świątynię na końcu biegnącej drogi, zrozumiał, że spotkanie z Kimś ważnym musi mieć swoiste preludium, czas dojrzewania w sercu i w głowie. Jeżeli tak jest, to droga na spotkanie powinna mieś swój szczególny wymiar, a naświetlenie, czyli  spotkanie twarzą w twarz, określony czas. Jest świadomy, że z tego porządku i z tego czasu nie wolno utracić ani  jednej stopy, ani jednej chwili, dźwięku, ani jednego oddechu. Jego poczęcie dokonuje się w czasie, w drodze, w emocjach i spotkaniu.

Przez dwadzieścia lat wzrastania nie zwracał uwagi na to, jak ważna jest inicjacja. Nie dostrzegał tego, że dla większości spotkanie wspólnoty Matki od Powrotów zaczyna się w chwili rezerwacji miejsca w schronisku, telefonów w sprawie wyjazdu, kompletowania składu czy ustalania ram spotkania. Dopiero nowe okoliczności, w których się pogubił sprowokowały go do myślenia prowadzącego do odkrycia, że nic nie dzieje się od tak, bez trudu, bez przyczyny. A jeszcze do dzisiaj, nie był świadom, że to się układa od wyjścia z samochodu, dostrzeżenia innych przybywających, spotkania oczu, pierwszych uścisków i pocałunków na Polanie Białczańskiej. Te chwile, te serdeczności i radość niezauważalnie budowały go i urzeczywistniały. Później Droga Oswalda Balzera, droga dojrzewania do audiencji, której rokrocznie udziela Bóg w Trzech Osobach. W czasie wspólnej wędrówki kilkuosobowe komórki wspólnoty zawsze sycą się sobą i wzrastają a jego ożywiają przez blisko dwie godziny oczyszczającego marszu . W takiej wspólnocie i on rozpływa się nad szczegółami i szerszymi górskimi kadrami, zatapia w rozmowie, dzieli życiem a czasem zanurza się w Słowie i wynurza ze Słowa.

Z dwudziestoletniego kultu wyłonił się pewien dwudniowy scenariusz spotkań, najbliższy tym, którzy wiernie przybywają i czują się częścią tej Wspólnoty: sobota – niedziela – Schronisko Morskie Oko – morena pod kapliczką.

Nad Morskim Okiem
Nienazwana jeszcze
Choć nosząca znamię Matki – morena
Zwieńczona głazem – ołtarzem
I jedyną z żywym sercem limbą
Usypana z paciorków różańca
Ze strof litanii
Z ziół pachnących wdzięcznością
Morena Szczęśliwych Powrotów

Dotąd nigdy nie zamyślał się nad tym, że wśród stworzenia znajdują się takie lokalizacje – cuda, które dla niejednego objawiają się jako świątynie Boga Stwórcy. Jedną z nich jest katedra morskooczna, otoczona majestatycznymi górami z usadowionym na morenie, u ujścia wody i początku Rybiego Potoku, Stołem Ofiarnym.

Takie położenie sprawia, że woda bystrym nurtem może ponieść okruszki Chleba i nasycić głodnych. Dostatek święconej wody z kropielnicy jeziora może obmyć i oczyścić duszę na spotkanie z Osobą a także napoić spragnionych. Boczne nawy – Czarnego Stawu pod Rysami i Doliny za Mnichem, boczne ołtarze – masywy gór, kaplice, a w jednej z nich Matka od Powrotów, mogą naświetlić najciemniejsze zakamarki człowieka pragnącego odzyskać tutaj blask.

Nie zamyślał się nad tym, bo od swego Początku ten porządek, to właśnie miejsce, było jego środowiskiem naturalnym, w którym dojrzewał i wzrastał.

W kącie świątyni czuwający w konfesjonale Mnich do wiecznej dyspozycji – spowiednik pogubionych, skomplikowanych, uciekinierów i skazanych. Ileż to razy, bijąc się w pierś kamieniem jak św. Hieronim, wpatrywał się w ten obraz, ile razy milczał, a jeśli mówił to tylko: nie jestem godzien… ?

Nie zawsze, nie każdego dnia potrafił się modlić, rzadko składał tutaj dłonie do modlitwy i krzyżował kciuki. Nie wiedział co traci? Gdyby to robił, czułby ciepło dłoni Ojca obejmujących jego dłonie. Czemu dostatecznie nie nadstawiał uszu? Czyżby nie potrzebował napełnienia Słowem z Kazalnicy, homilią z masywu Mięguszowieckich Szczytów i wodą ze strumienia łask wypraszanych mu przez Czarną Madonnę, której przeszyta rysą twarz regularnie wyłania się z Rysów? A może wszystkiego był świadom, bardziej niż się to może wydawać..?

Zastanawiasz się, kto jest tym, dotychczas bezimiennym podmiotem… To duch Wspólnoty Matki od Szczęśliwych Powrotów. Duch, który powstał z cząstek nas. Miałem wrażenie, że przez chwilę zagubił się nam w górach. Ostatecznie znaleźliśmy go na drugi dzień, pod kapliczką. Lecz czy naprawdę Go tam, w Małym Cichem, nie było? Bo momentami miałem wrażenie, że jest… Ale tylko momentami.

Może chciał się spóźnić do Małego Cichego? A może, ukształtowany dwudziestoletnim doświadczeniem i przyzwyczajeniem, nie mógł się oderwać od tego, co stanowiło oś spotkań, może przykuł się różańcem do piargów w jeziorze…? Może utonął w tysiącach sobotnich MOkofotografii i MOkodźwięków i siedzi przy nocnym stole biesiadnym z tymi, którzy zawsze i nigdy nacieszyć się nie mogą? Faktem jest, że w sobotę  13 października 2018 roku mnie samemu, a mam wrażenie, że większości obecnych również, brakowało go.

MAŁE i CICHE (13 października 2018)

Trudno mi się było z tym pogodzić, że tym razem nie w gościnnym schronisku nad Morskim Okiem lecz w przyjaznym (ale jednak tylko …) pensjonacie Willa Zgorzelisko w Małem Cichem (gdzie na pewno wrócę, bo życzliwość wyczuwało się tu na każdym kroku),  wprawdzie w towarzystwie małych braci ptaszków… :

… ale innych niż te, do których sie przywiązaliśmy:

… bez tej estetyki, tych emocji, do których przez lata się przyzwyczailiśmy:

Brakowało (do bólu) wielu stałych bywalców, których nie sposób wymienić, a których nieobecność zawsze będzie odczuwalna (tego dnia, przynajmniej kilkoro z nich bawiło na weselu Maćka, uczestnika spotkań, i Wiktorii, którzy dzisiaj udzielili sobie sakramentu małżeństwa; będziemy się za nich modlili). Gdy zwykle w schronisku Morskie Oko w sobotni wieczór w Eucharystii  uczestniczyło 60 -100 osób, tutaj było nas raptem, z dziećmi, około 25 osób. Jak zwykle dopisali ojcowie Dominikanie z Wiktorówek, ale bez wsparcia braci z Poznania, Rzeszowa, no i salezjańskiego z Piły.

Dobrze, że po raz kolejny (a mamy nadzieję, że na stałe) wśród nas był obecny ks. Krzysztof Nowrot z Rybnika, z muzykującą dwójką Ciemnych Typów.

Czas zaczynać od – tradycyjnie – próby śpiewu…

Eucharystia z (jeszcze) sobotnią Liturgią Słowa

… a po uczcie duchowej spotkanie (niebezduszne) przy wspólnotowym stole wypełnionym miłością.

TRZY GESTY

Słodki

 Można iść wcześnie spać, choćby około 19:00, by się zbudzić w nocy i o 4:00 nad ranem zrobić coś dobrego dosłownie i w przenośni. Można nie myśleć o sobie, a mieć na uwadze drugiego, można nie karmić własnego ego, ale karmić miłość. Można piec własną pieczeń albo tort z myślą o innych:

Magda o wszystkim pomyślała.

Piotr Pałka i Anna Wątorska to dwa podstawowe ogniwa – narzędzia Pana w tej Wspólnocie. Co można zrobić, gdy okazuje się, że mija właśnie dwadzieścia lat spotkań Wspólnoty zrodzonej nad Morskim Okiem? Madzia wiedziała. Zadbała. Dopełnieniem stała się tym razem śląska, a nie górska, szarlotka, nasza nieodłączna słabość  przygotowana i przywieziona przez Ciemnych Typów ze Śląska. Dzięki takim gestom każda wspólnota ożywia się i buduje. Płomień świecy, dotąd niemal nieruchomy, zatańczył.

Fajowy

Ksiądz Krzysztof, który przez resztę wieczoru prezentował zdjęcia i opowiadał o alpejskich podróżach Ciemnych Typów szlakami bł. Pier Giorgio Frassatiego, wykonał drugi niezwykle ważny gest – owoc miłości.

Na ręce Anuli złożył relikwie patrona, założyciela Ciemnych Typów. To dla nas ważne, bo wśród nas są tacy, którzy przystąpili do tego „podejrzanego” grona, nad którym unosi się woń tytoniu.

Na zdjęciu bł. Pier Giorgio z fajką w ustach

Ujmujący

Byłem jednym z pierwszych, którzy w niedzielne południe pojawili się pod kapliczką nad Morskim Okiem. Wówczas podeszła do mnie promieniejąca uśmiechem dziewczyna, najwyraźniej szczęśliwa, że tu jest i zapytała, czy mogłaby postawić na głazie – ołtarzu kwiaty. Miała wszystko co potrzeba, słój – wazon, wodę i… Wiozła je z Krakowa, niosła z Palenicy Białczańskiej do Morskiego Oka, na stół, dla Jezusa i Matki.  To naprawdę wzruszające – przepiękny bukiet róż ozdobił Stół Eucharystyczny, a później podarowany został Matce.

Jeszcze w trakcie rozmowy z tą nieznajomą „różą”, kątem oka dostrzegłem siedzącego pod kapliczką, opartego o limbę Ducha naszej Wspólnoty. Odetchnąłem. Zrozumiałem, że wszystko wraca do normy. Niby się oddalił, ale tylko na chwilę. Światło rozjaśniło wszystkie zakamarki duszy. Mogliśmy adorować wszystko, co boskie:

„Kapłaństwo ucałowane i uczczone w symbolizującej je stule…

… Słowo, od którego bije blask”

W blasku Słowa

Na morenie wokół Stołu Eucharystycznego zgromadziła się duża rzesza przyjaciół tego kultu i przypadkowi turyści. Cała morena wypełniona ludźmi, dzięki m.in. sprzyjającej, wprost letniej pogodzie. Gdy sobie przypomnę ubiegłoroczną Eucharystie i śnieżycę… I wtedy i dzisiaj było tak pięknie…

„Gdy Jezus wybierał się w drogę, przybiegł pewien człowiek i upadłszy przed Nim na kolana, pytał Go: Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne? Jezus mu rzekł: Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg. Znasz przykazania: «Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, nie oszukuj, czcij swego ojca i matkę».
On Mu rzekł: Nauczycielu, wszystkiego tego przestrzegałem od mojej młodości(Mk 10,17-20)

Homilię do Liturgii Słowa z XXVIII niedzieli zwykłej Roku B[1] wygłosił ks. Krzysztof. Mówił m.in.:

(Fot. Artur Kaszowski)

Ten człowiek wszystkiego tego przestrzegał, ale te prawa dotyczyły jego relacji z ludźmi. Tu nie ma relacji z Bogiem. Te przykazania dotyczą tego obszaru, który on sobie sam ograniczył. A tam gdzie jest Pan Bóg, który mówi: „Pójdź za mną”, tam jest opór ze strony tego człowieka. Jeżeli chcemy być dziećmi Abrahama, bo do tego nas wzywa Chrystus w czasie tej Mszy św.,  to musimy być otwarci, by wyjść wysoko, nawet na tę górę Moria, gdzie Pan Bóg od nas oczekuje wielkiej ofiary. Wchodząc na górę powinniśmy w pełni ufać, jak Abraham. Gdy syn pytał ojca gdzie jest baranek na ofiarę, Abraham odpowiedział Izaakowi: „Bóg znajdzie baranka” (w naszym koślawym tłumaczeniu: Bóg się zatroszczy).

Pojawiają się w tobie myśli: „Ja sobie nie poradzę…” Tyle razy sobie radziłeś. Nie zapominaj wszystkich tych łask, które działały dotychczas. Przypomnij sobie ile razy Bóg wyciągał cię z opresji.  Jeżeli chcesz być dzieckiem Abrahama, bądź jak Maryja, która ewidentnie była jego córką. Kiedy w stanie uwielbienia Boga Ona mówi: wielbi dusza moja Pana, nie tylko za to co mnie uczynił, ale co uczynił w historii całej mojej rodziny, to jest to prawdziwe synostwo. Życzę wszystkim, którzy tu jesteśmy w tej wspólnocie, aby to synostwo stało się naszym udziałem. Amen.

Ufajmy, On się zatroszczy. Duchu naszej wspólnoty z Ducha Świętego zrodzony z domieszką nas, wołaj, mimo naszych słabości przywołuj właśnie tutaj, nawet wtedy, a może szczególnie wtedy, gdy okoliczności nie sprzyjają, gdy rozmija się to z naszymi planami. Przywołuj tutaj, na te dwie moreny: od wschodu, gdzie korzenie zapuściło schronisko i od południa, gdzie korzenie zapuściła jedyna limba z bijącym sercem (może czas tej morenie nadać imię…? np.:  Morena Matki od Szczęśliwych Powrotów/Morena Szczęśliwych Powrotów …? )

I stało się, zawołał, a strona Matki od Powrotów potwierdza:

Kolejne spotkanie u Matki Bożej od Szczęśliwych powrotów zaplanowane jest na
5-6.10.2019 w Morskim Oku.
Prosimy o samodzielną rezerwację noclegu w Schronisku w Morskim Oku

(…)

Obyśmy się nie zasmucali

Cieszę się tym, co stało się również moim udziałem, a co przez określonych ludzi stworzył dobry Bóg.

Wyobrażam sobie jak musi się On teraz cieszyć Anulą i Piotrem. I kapłanami, którzy posługiwali i nieustannie posługują, wszystkimi, którzy w przeróżny sposób współtworzyli te wszystkie spotkania. Nie mogę sobie wprost tego wyobrazić jak Ojciec musi się cieszyć góralami, którzy wykonali kapliczkę i zajmują się jej konserwcają oraz innymi życzliwymi miejscowymii, wśród których stajemy się rozpoznawalni i doświadczamy życzliwości. Widzę Boga Ojca, który cieszy się gościnnością w schronisku i szarlotką oraz herbatą od pani Marii, którą mimo roju turystów w schronisku, przygotowano dla nas w niedzielę po mszy świętej (zatem tradycji stało się zadość – była górska szarlotka!) na zapleczu schroniska. Wyobrażam sobie Stwórcę jak cieszy się Ratownikami górskimi i Strażnikami TPN, którzy zawsze tutaj są reprezentowani.

Jestem przekonany, że Jego radością są wszystkie rodziny, które tu przybywają i Ci, którzy nie aspirowali do tej wspólnoty lecz przypadkiem się na nas natknęli. Mam nadzieję, że nikogo nie zgorszyliśmy a – daj Boże – byliśmy maleńkim obrazem miłości Boga i bliźniego. Niebywałą wartością jest fakt, że to nie jest zamknięta wspólnota opierająca swoje działanie na ludziach mocno praktykujących, trwających w relacji z Bogiem. Nie jesteśmy we własnym sosie. Wśród nas są również ludzie, albo i my sami, okresowo kłócący się z Bogiem, marnotrawni synowie, „bezdomni” błądzący po szlakach w poszukiwaniu sensu życia. W Eucharystiach w schronisku i na morenie uczestniczą ludzie nieprzypisani do nas, ale bliscy nam bracia. I niech tak pozostanie. Czyńmy to, co do nas należy a resztę zostawmy Bogu, On znajdzie baranka. Gaudate!

Pavel jest niezawodny. Był, a jakże, dzięki czemu obsadę mamy międzynarodową 🙂 

Grudzień 2018 roku

Pełna fotorelacja na stronie Matki od Powrotów. Zapraszam do oglądania:

https://matkaodpowrotow.pl/pl/?galeria

[1] – https://www.paulus.org.pl/czytania?data=2018-10-13

 

Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.