Limba korbowa

Joachim Mencel wyniósł kiedyś na wyższe partie Rusinowej Polany lirę korbową czym sprawił wielką przyjemność miłośnikom gór i muzyki. Wśród drżących na wietrze suchych traw zakręcił korbą liry i wydobył dźwięki wpisane w ten krajobraz i wynikające z niego. 5 października 2019 roku był jednym z gości Wspólnoty Matki od Powrotów. Czy zagrał na lirze pod limbą…? 

DZIEŃ I

Tydzień po otwarciu nowego odcinka Zakopianki, jadąc w stronę Zakopanego można się było nacieszyć wstążeczką nowej autostrady… a w drodze powrotnej poirytować nią. Ten udostępniony niedawno dla ruchu fragment drogi wygląda imponująco, zwłaszcza z tej perspektywy i w słoneczny dzień.

Zdjęcie wykonane w połowie października

Kto jednak myśli, że kolejny odcinek Zakopianki usprawni jazdę, ten jest w błędzie. Trzeba nam jeszcze poczekać aż do otwarcia tunelu pod Luboniem Wielkim. Obyśmy za rok, na kolejne spotkanie u Matki, przebili się przez górę i pomknęli do Niej ponad dwukilometrowym tunelem.

Z kronikarskiego obowiązku…

Tego roku przez całe 9 kilometrów wędrówki szlakiem mżył, a momentami lał deszcz. Mimo to na asfaltowej drodze do Morskiego Oka nie brakowało zaciętych do wędrówki ludzi. Góry w zimowej szacie wyłaniające się od czasu do czasu zza drzew i chmur, stanowiły dla nas, z nizin, nie lada atrakcję. Czasy, w których przyszło nam żyć przyzwyczajają do coraz mniej śnieżnych jesieni i zim, dlatego pobielone śniegiem Tatry na początku października, zwłaszcza dla dzieci – a te mamy w składzie – były dużą frajdą.

Troska

Pośród tatrzańskich pejzaży nie potrafimy się odciąć od naszej codzienności. Chyba nawet tego nie chcemy, bo to w końcu nasze środowisko naturalne a tu jesteśmy tylko gośćmi. Prywatne sprawy pozostają między nami, ale te społeczne i te dotykające naszego systemu wartości nie są tajemnicą. Ostatnio uwagę ludzi przykuwają kryzysy w Kościele, więc i tego tematu nie mogło zabraknąć.

Szlak może być interesującą i bliską naturze człowieka alegorią. Uspokaja mnie to, że nasze rozmowy to rozważania zatroskanych o los Kościoła ludzi, szukających światła i gotowych do służby owieczek. Te z gruntu szczere dyskusje na górskich meandrach nas samych kierują ku miłości, i chwała za to Panu. Bo z czego będziemy rozliczani jak nie z kochania…?

W gronie przyjaciół, z którymi maszerowaliśmy rozmawialiśmy o przyczynach ludzkiego upadku, o stygnącej wierze i niepokojącym braku relacji z Bogiem i człowiekiem, o oddalaniu się od siebie i samotności. Ta rozmowa będzie miała swój dalszy ciąg w schronisku i będzie zbieżna z podarowanym nam Słowem. Okaże się, że gdy w jednym miejscu jest nijak, brak plonów  i czuć stęchlizną, w innym tryska źródło i płynie strumień radosnego chrześcijaństwa, o czym opowiedzą mi prywatnie ale z możliwością opublikowania Grażyna i Robert z Piły – ludzie od św. Jana Bosko (tę rozmowę zamieszczę wkrótce na blogu).

Nikogo nie widać!?

Zastanawiałem się czy ta niesprzyjająca pogoda nie zniechęci części z nas, czyli stałych bywalców spotkań u Matki. Podejrzewałem, że tym razem, z powodu  deszczu i chłodu wielu deklarujących obecność może nie dotrzeć do Morskiego Oka i najwyraźniej tak jest, bo nikogo nie widać. Straciłem też z oczu moich towarzyszy wędrówki. Nic dziwnego, bo jak można coś zobaczyć przez kompletnie zaparowane okulary? Na bardzo ciepłej, zatłoczonej sali jadalnej schroniska obijałem się o stojących w kolejce do bufetu zgłodniałych wędrowców i tych, którzy wytoczyli się tutaj na kołach fasiągów. Okulary nadal zamazywały mi obraz świata. Instynktownie minąłem stołówkę i skierowałem się do Recepcji po cieplutki klucz do przytulnego pokoju na poddaszu. Jeszcze nie wiedziałem, że wieczorem, przez czyste i spragnione widoku Powrotowców okulary, zobaczę liczną grupę dusz.

To wieczorem…, a teraz lokacja, gorąca herbata i kawa w gościnnym, oderwanym od zgiełku schroniska pokoju. Z okna bezcenny widoczek na taras i zbocza Miedzianego w czapie chmur.

Po toalecie, posiłku i ciepłych napojach wyruszyliśmy na upragniony jesienno-zimowy rekonesans. Pojawili się pierwsi ludzie ze wspólnoty, przy schronisku spotkaliśmy „nasze” dzieci.

Sara, żona Abrahama, ma zdolną współczesną nam imienniczkę, o czym jutro przekona się Matka od Powrotów, bo wśród szczęśliwych pielgrzymów znajdzie się również górski, niezwykłej urody bałwanek ulepiony przez Sarę – jedną z najmłodszych uczestniczek spotkania. Szpiglasowym szlakiem idzie zima, nie brakuje ludzi a bałwanek jest tylko jeden, ale za to jaki…! Reprezentatywny, zwiastun nowego czasu.

Nawet on wie, że przychodząc tutaj nie odcinamy się od swojego domu ani środowiska, podobnie jak inni pniemy się do góry, by łagodnie zresetować myśli a nie wywracać życie do góry nogami. Idzie się tutaj by odpocząć, przymnożyć wiary i spotkać ludzi, do których się przywiązaliśmy. Zresztą ja i pozostali nie jesteśmy tu po to, by wszystko zacząć od nowa, no może z wyjątkami, ale o tym cicho sza. To tajemnica Boga i człowieka. Mnich nam świadkiem.

Wiemy, mamy świadomość tego, że są w nas wszystkie pory roku. Mimo że jedna tu i teraz dominuje, to te pozostałe zdają się być tuż za wzniesieniem, za zakrętem szlaku. Jeden zbieg okoliczności, jedno zdarzenie i coś w nas przeskakuje. Góry nas uczą zmienności, czujności i przewidywania, a to, że tutaj jesteśmy nie jest niczym szczególnym, to nasz obowiązek, bo zostaliśmy do tej obecności posłani jak słudzy do pracy w polu i usługiwania przy stole, o czym usłyszymy w czytaniach wieczornej Liturgii Słowa.

Słudzy nieużyteczni

Gdy ja i moja ekipa wróciliśmy z rekonesansu, zastaliśmy  opustoszałe (chwilowo) schronisko, ale gdy niebawem napłynęli ojcowie Dominikanie, pojawił się mocny oddział Ciemnych Typów od Frassatiego i ks. Nowrota i wszyscy My, to okazało się, że jest nas naprawdę wielu. Chwała Panu! Mając świadomość, że Eucharystia jest w centrum spotkania, że przed nami  najpiękniejsze, najgłębsze i najobfitsze chwile tego dnia, zgromadziliśmy się na sali jadalnej. Eucharystię sprawowała liczniejsza niż zwykle grupa kapłanów. Przybyli tu nie na szarlotkę ale w poczuciu służby (a jeśli na szarlotkę..?).

Świętemu górskiemu zgromadzeniu przewodniczył o. Michał Pac OP a homilię wygłosił o. Mateusz Jacukiewicz OP. Ponieważ msza sprawowana była po zmroku, w głąb nas przeniknęło Słowo Liturgii niedzielnej. https://www.paulus.org.pl/czytania?data=2019-10-6

O czym ojciec Mateusz może mówić w homilii w Morskim Oku..?

Wiadomo – o rolnictwie i o ogrodnictwie… Rzecz dotyczy wiary, jej przymnożenia, urodzaju. Na gruncie wiary trzeba coś zasiać, by urosło. Ten rolnik, którego opisywał zaprzyjaźniony z nami dominikanin z Wiktorówek, wprawdzie uprawiał ziemię ale nie obsiewał jej, a mimo to oczekiwał obfitego zbioru. Liczył na dużo i przymnożenie dóbr, ale pomnożyć mogła się tylko pustka. Na uprawionej wprawdzie i nawadnianej, ale niezasianej, nieplonującej ziemi nic dobrego wyrosnąć nie może. W tej sytuacji można liczyć jedynie na cud (ojciec Mateusz zapomniał o…) albo na dopłaty z Unii Europejskiej. Bóg nie daje dopłat. On jak daje, to daje w całej obfitości ale i tu należy spełnić pewne warunki, musi być wkład własny, czyli krok w Jego stronę. Krok, który wypływa z wolności. I „tak” – czyli konkret, „obsiane pole”. Kto, jak nie On, może nam przymnożyć wiary? Bóg Ojciec wie jakie Słowo zadać tym, którzy wątpili i myśleli, że w tak niesprzyjającą pogodę schronisko będzie świeciło pustkami. Powrotowcy to hardzi, niezłomni i wierni ludzie. Nie zawiedliśmy, a nawet, za łaską Pana i przy pomocy wszystkich naszych świętych patronów, stworzyliśmy niezwykle owocną i obfitą a do tego liryczną ucztę.

Po Eucharystii, korzystając z gościnności (wyrażonej m.in. szarlotką) Pani Marii Łapińskiej prowadzącej schronisko Morskie Oko, przy dźwiękach liry korbowej – nieco egzotycznego instrumentu, który najwyraźniej zawładnął sercem Joachima Mencla, kolorowaliśmy ten cudowny wieczór. Dźwięk liry korbowej przenika człowieka jak Słowo. Ileż tu symboliki… Cały mechanizm opiera się na trzech strunach, korbie, klawiszach i kole. Muzyk trzyma lirę na kolanach, prawą ręką kręci korbą a lewą naciska klawisze melodyczne. Korba połączona jest z kołem, które kręcąc się pociera (na takiej zasadzie jak np.: w skrzypcach smyczek) strunę.

Gdy Anula Wątorska, którą Ktoś postawił na polu organizacyjnym wspólnoty, zadzwoniła do Joachima Mencla, ten wybitny pianista i multiinstrumentalista oświadczył, że właśnie jest po wizycie u Matki od Powrotów. Zbieg okoliczności…? Anula zaproponowała, poprosiła i uśmiechnęła się licząc na posługę Joachima w czasie październikowego spotkania. Jak szaleć, to szaleć. Wiedziała, że może liczyć na życzliwość niezwykłego człowieka. Tyle tylko, że życzliwość życzliwością a kalendarz kalendarzem. Joachim Mencel jest niezwykle aktywnym artystą użyczającym swojego talentu w wielu projektach polskich i światowych. To, że nie odmówił, nie zignoirował skromnego zaproszenia wystawia mu boże świadectwo. Nic dziwnego, łaska i wielość uwielbień poprowadzonych z New Life`m kształtowała go do służby. Wiedział, że to posługa a nie zlecenie. Mało tego, przywiózł ze sobą utalentowaną młodzież. Salę schroniska wypełniła radosna muzyka. Przy dźwiękach Mencel Bandu było nam po prostu ciepło i dobrze. Dziękujemy.

Przed kilkoma tygodniami, gdy Anula zdradziła mi, że tak niezwykły człowiek zaszczyci nas swoją obecnością, to wiedziałem, że będzie ciekawie. Osobiście od lat śledzę jego dokonania i podziwiam. Joachim wyniósł kiedyś na wyższe partie Rusinowej Polany lirę korbową czym sprawił wielką przyjemność miłośnikom gór i muzyki. Wśród drżących na wietrze suchych traw zakręcił korbą liry i wydobył dźwięki wpisane w ten krajobraz i nuty jak turniczki wynikające z niego.

https://www.youtube.com/watch?v=qtPMd0O5_vw

Do tej muzyki pozwoliłem sobie przed dwoma laty napisać skromny wiersz, który zamieściłem w komentarzach pod filmem. Po muzykowaniu w MOKU przeprowadziłem z profesorem Menclem, krótki, publiczny wywiad, którego przedmiotem była właśnie lira korbowa. Ach z jaką pasją ten niezwykły artysta opowiadał o tym instrumencie… Melomanom jazzu Joachim jest znany jako znakomity pianista, a szerszej publiczności dał się poznać m. in. przy okazji produkcji hymnu Światowych Dni Młodzieży 2016. Jego lira korbowa otwiera utwór pt. „Błogosławieni miłosierni”

https://www.youtube.com/watch?v=eZRsoPmeZXk

W czasie tego spotkania, podobnie jak wszyscy uczestnicy i ja z ciekawością i podziwem przyglądałem się Joachimowi, z którym po raz pierwszy zetknąłem się tak bezpośrednio. Gdybym miał jednym, dwoma słowami opisać tego człowieka, to powiedziałbym: skromność i prawda. Taki – parafrazując Ewangelię z dopiero co zakończonej Eucharystii – sługa nieużyteczny, który wykonuje zaledwie to, co do niego należy i czerpie z tego mnóstwo bożej i muzycznej radości… Prawdziwy artysta.

Opisując Joachima chwalę Tego, który tak go ukształtował i nam go podarował. Ten Artysta ma w sobie prawdę, i warto taki biblijny obraz człowieka, po prostu człowieka (nie)użytecznego zachować, utrwalić w pamięci. Dzięki kolażowi ludzi, którzy tworzyli ten wieczór i Słowu podarowanemu, przeniknęła w głąb mnie a jestem przekonany, że i wszystkich pozostałych, myśl Boga. On napisał scenariusz tego dnia…

… I postawił we wspólnocie zupełnie (nie)użytecznych Ciemnych Typów i…

(nie)użyteczne skrzypaczki. Wystarczy spojrzeć…

Ojciec Mateusz w kontekście Matki od Powrotów powiedział, że tu można prosić o powrót, odbudowanie i przymnożenie wiary. Tu jest Słowo i Stół. Myślę, że zrozumieliśmy ojca M, teraz warto się otworzyć na Pana i pozwolić się przemieniać od środka. Pozwalając na to staniemy się jeszcze bardziej nieużyteczni.

(Nie)użyteczna wiolonczelistka i inni muzycy tu posługujący ofiarują cząstkę siebie.

Agnieszka, która uczestniczy redakcyjnie w blogu MOKO z mężem Pawłem i dwójką dzieci jest tu po raz pierwszy.  W rozmowie ze mną – mam nadzieję (nie)użytecznym – stwierdziła, że na spotkaniu czuje się autentyczną wspólnotę ludzi połączonych, trwających w relacji i miłości. Relacji, która ma fundament w Bogu i Jego Matce, a jest wyczuwalna od pierwszego spotkania. Taka relacja pozwala na zbudowanie Wspólnoty i jest gwarancją jej trwania.

Niby to takie oczywiste, a jednak trudno jest budować relację, gdy tyle rzeczy zakłóca nasze uczucia i myśli. Bywa, że skupiamy się na drobiazgach a poważne tematy i mocni ludzie przeciekają nam przez palce życia. W homilii o sługach nieużytecznych, oprócz już przytoczonych, padły też słowa o mozolnej formacji, pracy i nauce choćby tylko po to, aby zrozumieć, co poeta, co pisarz, co kompozytor ma na myśli. Aby dobrze zrozumieć o. Mateusza i ucieleśnić te słowa, i skonfrontować je z rzeczywistością, Bóg podarował nam  kolejnego gościa wieczoru – Panią Barbarę Gruszkę – Zych.

Uznana poetka, pisarka, dziennikarka i reporterka  (Gościa Niedzielnego) przybyła do Morskiego Oka aby podzielić się swoim wierszem i przygotować reportaż do poczytnego tygodnika. Pomiędzy strofami jej tomiku rozmawialiśmy o naszej wspólnocie:

***
patrzę sobie przez ramię
ile tą ręką zapisałam stron z próżnymi pochwałami
kiedy trzeba było chwalić Tego
którego pieśnią pochwalną jesteśmy

O! Kinga Baranowska!

***
to jest tak zobaczyć się
może jeden raz
żeby potem tysiące razy widzieć

Z tego doświadczenia naszej wspólnoty i rozmów z uczestnikami, powstanie później szczęśliwy artykuł o Wspólnocie Matki od Powrotów, który dotrze do wielu czytelników (Link do artykułu znajduje się pod wpisem)

Serdeczności 

Anula Wątorska, świadoma znaczenia sług nieużytecznych postanowiła i tym razem wyrazić serdeczności, a były one tak naturalne i szczere, że wybaczamy jej, prawda? (Nie)użytecznemu naszemu oprawcy muzycznemu, Piotrowi Pałce, dostało się najsłuszniej. To był przedsmak tego, co spotkało go kilka tygodni później, gdy został uhonorowany katolickim Noblem – nagrodą Totus Tuus za 2019 r. w kategorii Osiągnięcia w dziedzinie kultury chrześcijańskiej. Gratulujemy, Piotrze!

Niech ten totusowy Anioł wznoszący się do lotu daje Ci wiele uniesień i prowadzi po pięciolinii ku jedynie słusznemu celowi – świętości. Twórz jak najwięcej, abyśmy mieli co zbierać z tego dobrze obsianego dźwiękami i całym Tobą pola.

Od Kuchni

Każde spotkanie to dwie rzeczywistości po dwóch stronach dyskretnego progu. Sfera organizacyjna i sfera realizacyjna – sfera tworzenia i niebologicznej konsumpcji. Sztab dowodzenia w pokoju nr 7 i 9 na I piętrze: niekończące się pukanie do drzwi – proszę – albo – nie wchodzić – konsultacje, decyzje itd. Większość nie ma pojęcia, że jest sporo do ogarnięcia i tak ma być. Dokąd tak jest, to jest dobrze. Sztabowcy, bez względu na tytuły naukowe, stają się tutaj sługami i bezcennymi ogniwami wspólnoty. Nieużyteczni…

Wkrótce ukaże sie kolejny wpis. Czy Joachim Mencel zagra na lirze pod limbą?

Zdjęcia: Adam Szafraniec

Linki:

Na stronie Matki od Powrotów można zobaczyć komplet zdjęć z dwudniowego spotkania nad Morskim Okiem u Matki:

https://matkaodpowrotow.pl/pl/?05-06-pazdziernika-2019

https://www.gosc.pl/doc/5940824.Matka-Scynsliwyk-Powrotow

https://warszawa.gosc.pl/doc/5914500.Katolickie-Noble-dla-Piotra-Palki-Misericordii-Promyczka

Wiersze wybrane z tomiku wierszy pt. „Basiu wróciłem” Barbary Gruszki-Zych.

Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.