Dopóki strumienie nie wyschną…

PAMIĘTNY ROK 2020. 

Jak smreki miotane wiatrem halnym trwamy. Połamani, poranieni, tylko pozornie nieobecni… Odrośniemy!

Wiedziałem, że będzie limba z zawieszoną na szyi kapliczką symbolizującą Jej obecność i byłem pewny, że się spotkamy. Wiedziałem, że będzie Pavel, Magda, Janusz z najbliższymi i przyjaciółmi, tylko czy skrzyżują się nasze szlaki?

W niedzielne przedpołudnie stanąłem pod kapliczką. Jest cała i piękna. Dostaję czas na spotkanie, modlitwę w samotności, fotografowanie i nakręcenie skromnych filmików. Ludzi prawie brak, niewielki deszcz, chłodno, ale nienajgorzej. Wtem na szlaku biegnącym przy morenie dostrzegam znaną mi postać:.

Pavel! Choćbyśmy chcieli, to nie ukryjemy pod maseczką uśmiechu, bo widoczny jest w oczach. Musi się obejść bez szczerego i wymownego „misia”, bo przecież rygory sanitarne, ale okazujemy sobie życzliwość, która przenosi się drogą sercową, spojrzeniem i słowem. O czym rozmawiamy pod kapliczką? Wiadomo. O życiu, o tym co jest i będzie.
Obaj wiemy, jak ważna jest łączność z tymi, którzy pragnęli, a nie mogą tu być. W związku z tym leci stosowne zdjęcie do Anuli, by wycisnąć łzy, a do innych życzliwe westchnienie i obraz.

To nic, że baterii w telefonie brakło tchu i padła na „amen” modlitwy Pańskiej. Ostatnie słowa może dopowiedzieć każdy, kto pozostaje w jedności.
Pytam Pavla o Madzię, Janusza i pozostałych. Sympatyczny Czech potwierdza, że są. Tylko czy się spotkamy? Może przyczepili się do zawieszonego na szyi Morskiego Oka szlaku. Hmm. Jeśli tak, to idąc do Czarnego Stawu pod Rysami natknę się na niestrudzonych podróżników? Wrócę tu jeszcze w drodze powrotnej, by zrobić symboliczne zdjęcie grupowe.Z żalem opuszczam Pavla i idę brzegiem jeziora, licząc na spotkanie z pozostałymi przyjaciółmi ze wspólnoty od Matki. Nieopodal strumienia czarnostawiańskiego, który z szumem uchodzi do Morskiego Oka za drzewami widzę grupkę ludzi. Chciałbym, żeby to byli oni i jest tak, jak pragnę. Mogę tylko zaintonować: „Matko Ścynśliwyk Powrotów” i wraz z nimi zaśpiewać chociaż jedną strofę. I powtórzyć jeszcze raz dla Was – naszej dobrej Wspólnoty.

Filmik: Magdalena Gałka
Magda i Janusz z Antkiem i Jankiem, Mariusz i Gosia z Natalią i Patrykiem. Jak dobrze ich widzieć. Oni za chwilę podążą w stronę schroniska i kapliczki, pomiędzy zachowującymi bezpieczny dystans smrekami. Sa tutaj od soboty, mieli więcej czasu, by pobyć w tym dla nas niezwykłym miejscu. Mnie pozostaje jeszcze podejście pod deszczowy tego dnia Czarny Staw i sycenie się z progu – galerii widokowej tatrzańskim pejzażem.

Na powyższym zdjęciu widać ujście czarnostawiańskiego potoku, czyli Czarnostawiańska Siklawa – widok z góry, a poniżej kaskady z warkoczami wody sunącej na dno doliny, wprost do największego w Tatrach jeziora. Dolna część wody przypomina poszarpaną pajęczynę. Pięknie.Czarny Staw – przeciwległym brzegiem biegnie szlak na Rysy. Momentami uciążliwy deszcz nie pozwala pobyć tutaj dłużej, ale przecież i tak muszę wracać pod kapliczkę, aby o zwykłej porze, czyli po niedzielnej mszy św. zrobić zdjęcie grupowe. Wracam w towarzystwie Mnicha i innych tutejszych  stworzeń naturalnie zżytych z jeziorem i czerpiących z niego.

Gdfy jedni czerpią z jeziora inni skladają w nim kości… A Słowo jak trwało tak trwa Jestem, jesteśmy. Na morenie tłum ludzi, widzę piękne dusze i słyszę bicie serc. Stół bogato zastawiony. Uczta.

Stańcie do zdjęcia grupowego!!! Można blisko siebie. Bliżej! Owszem, duszno, ale nieśmiertelnie 🙂  Pokażcie szczęście…Zdjęcie grupowe. 25 października (pamiętnego) 2020r.

Przychodziliśmy tu, aby się posilić Słowem i Chlebem, a nasza obecność zawsze była tylko i wyłącznie owocem łaski. To ona sprawiała, że potrafiliśmy wiernie stać w nieogrzewanej świątyni Stworzenia, we mgle, w deszczu. Że niestraszne nam były pohukiwania zimy – zamieć – pachnieliśmy wtedy jak górska szarlotka posypywana śniegiem. Ileż to razy przewietrzał nas tutaj ciepły, ale złośliwy wiatr halny, albo łagodnie kołysał ten stale tu pomieszkujący? Wydawało się, że nic nie jest w stanie tego odwrócić i zmienić. I słusznie, nie myliliśmy się. Nic nie jest w stanie, dopóki strumienie łaski nie wyschną. Kochani, do zobaczenia!

Fot. Adam Szafraniec

W najbliższych dniach podzielę się kolejnym wpisem. Zapraszam do czytania.

Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.