Joannie i Krzysztofowi – młodej parze – oraz wszystkim nowożeńcom tutaj przybywającym – strofy znad Morskiego Oka i Czarnego Stawu

Miłość spływała strumieniami,
Wypełniała ich po brzegi.
Jak w Czarny Staw pod Rysami
Zanurzali się w siebie na wieki.
Dzisiaj ona w bieli obłoków,
On w szafirze wody
Czują siebie przy boku.
Ona młoda, on młody.
Już wyruszają na szlak,
Morzem kosodrzewin żeglują.
Dopiero co powiedzieli „tak”,
A już swoim szlakiem wędrują.
(Spotkałem ich wczesnym rankiem,
W pierwszych promieniach słońca,
Gdy piąłem się w górę przed Markiem
Na przełęcz Pod Chłopkiem – bez chłopka)
Przyszli nocą – szaleńcy,
By miłość piękną utrwalić.
W objęciach gór nowożeńcy
– warto tę chwilę ocalić!
Spojrzeliśmy sobie w oczy,
Życzyłem im tylko miłości.
Poranek tak mnie zaskoczył..!
Dostałem zastrzyk radości!
Zobaczyłem miłość wschodzącą,
Łaskami słynący obrazek.
Parę młodą szczęśliwą
– serca bijące razem.
Wtem nad Morskim (wzruszonym) Okiem
pojawił się wielki orzeł
– dostrzegł ich bystrym wzrokiem –
zapiszczał, a ja szepnąłem – Szczęść Boże!
I – z Bogiem!
Patrzyłem na nich z góry,
Suknia lśniła na brzegu stworzenia,
Zanim wszedłem w chmury
Zdążyłem ułożyć modlitwę – życzenia…
Mały, biały punkcik na brzegu jeziora, to suknia Joasi. A my z Markiem już w okolicach Kazalnicy
