Półka ocalenia

Pavel samotnie wyruszył o godz. 13:00  ze Szczyrbskiego Stawu na Rysy. Stamtąd postanowił zejść na polską stronę. Nie mając światła, w zapadającym zmroku i padającym śniegu, w rejonie Buli pod Rysami zgubił szlak…

 

14-15 listopada 2015 r.

Na Palenicę Białczańską, skąd wyrusza się do Morskiego Oka, przybyliśmy z przyjaciółmi przed południem. W dolinach panowała dokuczliwa, jesienna aura. Spodziewaliśmy się ekstremalnych warunków, bo zapowiadano wichurę z deszczem, a w wyższych partiach gór opady śniegu oraz minusowe temperatury. Gdy dotarliśmy do Morskiego Oka szybko zainstalowaliśmy się w pokojach schroniska. Potem przy stołach witaliśmy stałych bywalców spotkań u Matki Bożej od Szczęśliwych Powrotów i poznawaliśmy tych nowych, przybyłych po raz pierwszy.

Stan gór w sobotnie popołudnie 14 listopada (fot. Artur Kaszowski)

W tym samym czasie, ok. godziny 13:00, znad Szczyrbskiego Stawu na Słowacji, wyrusza w stronę Rysów czeski poeta i pisarz Pavel. Do zaprzyjaźnienia się z naszą odszczęśliwychpowrotów wspólnotą zaprosiły go dwie polskie uczestniczki spotkania. Czeka go trudna wędrówka, bo stan gór nie sprzyja wędrowaniu a nawet budzi grozę.

Ok. godziny 16:00 zebraliśmy się na poddaszu głównego schroniska. Piotr Pałka (od trzydziestu pięciu spotkań współorganizator odpowiedzialny głównie za oprawę muzyczną) i Anula Wątorska ( to zdrobnienie od imienia Anna przyjęło się od lat i niemal wszyscy tak zwracamy się do inicjatorki i organizatorki tego wydarzenia) opowiedzieli o idei spotkań i przybliżyli ich historię. Później Piotr tradycyjnie zaprosił nas do próby śpiewu przygotowanego na wieczorną Eucharystię. Hubert Kowalski, kolejny obok Piotra, utalentowany kompozytor, muzyk  i dyrygent zaprezentował nam litanię do Matki Bożej od Szczęśliwych Powrotów – sam napisał do niej muzykę, autorem modlitwy jest ks. Szymon Jackowski – Fedorowicz.  Pierwsze oficjalne wykonanie tego utworu miało miejsce wieczorem, na zakończenie wieczornej liturgii. Czas płynął.

Prawdopodobnie ok. godziny 16:30 zmierzający w naszą stronę Pavel pokonuje Grzędę pod Rysami – bodaj najtrudniejszy fragment szlaku. Jest już po polskiej stronie gór. W tamtym rejonie panuje bardzo niesprzyjająca wędrówce pogoda –porywisty wiatr smaga twarz, zaczyna prószyć śnieg. Spada temperatura. Woda w butelce Pavla zmienia powoli konsystencję, śnieg bieli piargi, a noc wypełza z dolin i pnie się po żlebach na szczyty gór. Niebo ciemnieje.

Niezwykle miłe spotkanie na poddaszu zakończyło się modlitwą m.in. w intencji wędrujących po Tatrach, ale także tych nie mogących odnaleźć się w życiu. Po spotkaniu każdy miał chwilę dla siebie. Jedni korzystali z bufetu schroniska, a inni wypoczywali w ciepłych pokojach. Wszyscy czekali na wieczorną Eucharystię, którą zaplanowano  na  godzinę 19:00. Tymczasem góry zasnuły się jeszcze ciemniejszymi chmurami, pogoda się pogorszyła i zaczął padać śnieg. Szczyty już słabo widoczne w mroku schodzącej nocy wyglądały groźnie. W smrekach i kosodrzewinach wiatr huczał niemiłosiernie targając roślinami, czesał taflę Morskiego Oka a w wyższych partiach powodował zamieć śnieżną. Nikt z nas nie przypuszczał, że w górach rozgrywał się dramat i to z udziałem kogoś, kto w jakiś sposób już do nas przynależał…

Bateria w latarce (czołówce) wyczerpuje się. Pavel w ciemnościach traci orientację w terenie. Dociera w okolicę Buli pod Rysami. Jest prawdopodobnie w tym miejscu, które utrwaliłem latem, w piękny pogodny dzień, podczas jednej z moich wypraw na Rysy, czyli na wysokości Buli mając po prawej stronie, widoczne na zdjęciu Tomkowe Igły.

Dostrzegłszy w dole nikły blask schroniska postanawia, nie widząc szlaku, iść prosto w stronę światła, czyli na prawo od Buli. Wydawać by się mogło, że to na wyciagnięcie ręki, tymczasem stąd, przy dobrej pogodzie i nieośnieżonym szlaku (!!!) dla przeciętnego wędrowca idącego właściwym szlakiem pozostaje jeszcze ok. 1,30 do 2 godzin wędrówki ścieżką biegnącą nie na prawo, lecz na lewo od Buli, zostawiając Tomkowe Igły za plecami i schodząc do Czarnego Stawu pod Rysami stromą, niebezpieczną (ale wytyczoną)  ścieżką, po obsypującym się gruzie skalnym.

To było nieuchronne – pomiędzy Tomkowymi Igłami a Bulą pod Rysami, obok  Żlebu Orłowskiego, Pavel nie czując terenu traci równowagę na stromej, śliskiej skale i bezwładnie spada po głazach kilkanaście metrów w dół. Kiedy uczestnicy spotkania w ciepłych pokojach piją kawę, gawędząc o tym i owym, on przerażony siedzi w ciemności na śniegu, na skalnej półce. W tych okolicznościach, to i tak jest najlepsze, co mogło go spotkać. Żyje, jest lekko ranny, obolały od stłuczeń. Gdyby nie ta półka skalna, Pavel spadłby w kilkudziesięciometrową przepaść. Wbrew pozorom zagrożenie nie mija. Okoliczności komplikują się dramatycznie. Półka, która uratowała mu życie, zarazem go uwięziła. Pavel o własnych siłach nie może wydostać się z tego miejsca. Jakikolwiek ruch z jego strony może się skończyć upadkiem w przepaść.  Jeśli jednak zostanie tutaj, to zamarznie. Dzięki Bogu telefon jest cały. Pavel wzywa pomoc dzwoniąc na numer 112.  O godz. 17:30 za pośrednictwem CPR do TOPR dociera wiadomość:

(relacja uzyskana od ratownika TOPR Adama Maraska):

… podczas zejścia z Rysów pobłądził i wszedł w eksponowany teren, z którego nie może się samodzielnie wydostać, czeski turysta. Po rozmowie telefonicznej z turystą ustalono, że pobłądził on w rejonie Buli pod Rysami i prawdopodobnie znajduje się pomiędzy Bulą i Tomkowymi Igłami.

Widok z Morskiego Oka na Rysy przedstawiający z dalekiej perspektywy opisywane miejsce. To zdjęcie wykonałem na przełomie czerwca i lipca. (fot. AS)

Do Morskiego Oka przybyli już Dominikanie z Wiktorówek. Byliśmy prawie w komplecie. Prawie. Kto sobie życzył, mógł skorzystać z Sakramentu Pokuty – Ojcowie spowiadali w dwóch wydzielonych pokojach schroniska. Schronisko opustoszało. Niebawem rozsuniemy stoły i rozpoczniemy Eucharystię. Jadalnia wypełni się ludźmi.

Ta wcinająca się w szmaragdową taflę jeziora skała na dole zdjęcia to Bula pod Rysami, poniżej Czarny Staw i Morskie Oko (fot. AS)

Z Centrali TOPR w góry wyrusza czteroosobowa ekipa ratowników. Samochodem docierają do Morskiego Oka, dalej idą pieszo. W pośpiechu mijają schronisko, w którym trwają przygotowania do Eucharystii. O 19.30 będąc nad Czarnym Stawem pod Rysami dostrzegają turystę w eksponowanym terenie, na lewo od Żlebu Orłowskiego. Ratownicy wspinają się na Bulę pod Rysami, gdy w schronisku dobiega końca Eucharystia a rozpoczyna się koncert muzyki barokowej Anny i Grzegorza Góreckich (sopran i tenor) przy fortepianowym akompaniamencie Alicji Wróbel.  Po godzinie 21:00 ratownicy osiągają Bulę pod Rysami i po założeniu stanowiska rozpoczynają opuszczanie jednego z ratowników do oczekującego na pomoc turysty. Tymczasem z Centrali z pomocą w transporcie, ciepłymi rzeczami dla turysty i dodatkowym sprzętem, wyrusza kolejna ekipa ratowników. W tym czasie intensywnie pada śnieg i wieje bardzo silny wiatr, co znacznie utrudnia akcję ratunkową. Zachodzi obawa, że w tych warunkach lekko ubrany turysta, oczekując na pomoc szybko się wychłodzi. O zdarzeniu powiadomiony zostaje Oddział Leczenia Hipotermii w Krakowie, by na wszelki wypadek był w gotowości na przyjęcie wychłodzonego mężczyzny. O godz. 22.30 ratownik po ponad stumetrowym zjeździe dociera do turysty, który po założeniu uprzęży zostaje wraz z ratownikiem wyciągnięty na górne stanowisko. Dramatyczna akcja rozgrywa się, kiedy w schronisku trwa spotkanie z Kingą Baranowską snującą emocjonującą opowieść o wyprawach w Himalaje. W jadalni zamienionej w sprzyjającą gawędzie aulę , jest ciepło i trochę duszno. Kinga Baranowska otwiera okno schroniska, przez które słychać huczący wiatr.  Tam, w górach ratownicy ubierają przemarzniętego Pavla w ciepłe rzeczy i po ogrzaniu sprowadzają do schroniska nad Morskim Okiem. Trwa to kilka godzin.

Biesiadowaliśmy do późnej nocy, w pewnej chwili za oknami, na werandzie schroniska zobaczyliśmy ratowników górskich. Od Anuli dowiedziałem się, że pod Rysami trwa akcja ratunkowa, a ekipa widoczna na tarasie spieszy z pomocą czteroosobowej grupie, która już prowadzi działania w górach. Nasza organizatorka jeszcze nie wie, że Pavel, któremu udzielają pomocy, szedł do nas, do Matki Bożej. Dowie się o tym w nocy. Biesiada dobiega końca przed północą. Wracamy do pokojów i zasypiamy.

Około godziny drugiej w nocy cała ekipa wraz z Pavlem dociera do schroniska. Anula, której powierzono klucz do pokoju przeznaczonego na odpoczynek dla uratowanego mężczyzny, czeka i częstuje przybyłych czym może. Ponieważ turysta jest w dobrym stanie i nie wymaga transportu do szpitala, pozostaje w schronisku.  Ratownicy przed czwartą rano wracają do Centrali.

(z relacji TOPR)

W sumie w wyprawie ratunkowej wzięło udział 11 ratowników. Jak się okazało turysta samotnie wyruszył o godz. 13:00  ze Szczyrbskiego Stawu na Rysy. Stamtąd postanowił zejść na polską stronę. Nie mając światła, w zapadającym zmroku i padającym śniegu, w rejonie Buli pod Rysami zgubił szlak. Widząc światła schroniska zaczął schodzić wprost  w dół. Będąc w eksponowanym terenie, poślizgnął się na śliskich stromych płytach, zsunął się kilkanaście metrów, zatrzymując na niewielkiej półce, tuż nad pionowym, kilkudziesięciumetrowym uskokiem. Tym razem Anioł Stróż był na miejscu – mówi Adam Marasek.

Pani Beata od lat uczestniczy w spotkaniach. Przyjeżdża z odległego Gietrzwałdu, z północy kraju. Jest mocno zaangażowana emocjonalnie w nasze spotkania. Tej nocy, obudzona odgłosami wychodzi z pokoju i wraz z Anulą towarzyszą Pavlowi robiąc wszystko, by odzyskał siły. Przy nocnym stole obie dowiadują się, od przestraszonego jeszcze Pavla, całej prawdy. Ujmuje je, że Czech szedł przez góry na spotkanie ze wspólnotą Matki Bożej od Szczęśliwych Powrotów.

Nazajutrz Pavel razem z nami stoi na uroczym cypelku na brzegu Morskiego Oka pod kapliczką Matki Bożej od Szczęśliwych Powrotów przy głazie – ołtarzu. Wspólnie uczestniczymy w Eucharystii sprawowanej przez Ojca Michała Paca. Pada śnieg. Łagodnie wieje. Mimo to szczęście maluje się na niejednej twarzy.  Po Mszy śpiewamy piękny utwór Piotra Pałki pt. „Matko Szczęśliwych Powrotów” – dedykowany Matce Bożej. Na końcu, przed pamiątkowymi zdjęciami, z ust TOPR-owca pana Adama Maraska dowiadujemy się, co zaszło tej nocy i poznajemy Pavla. Przyjacielu – dobrze, że jesteś. Wróciłeś z dalekiej podróży.

Epilog

Półtora miesiąca później, w czasie świąt Bożego Narodzenia, oglądając zdjęcia z opisanego spotkania, rodzi mi się w głowie pomysł opisania tego, co zaszło tamtej nocy w Tatrach. Wprost czuję potrzebę opowiedzenia o tym. Po świętach kontaktuję się z Anulą, prowadzimy długą telefoniczną rozmowę. Może to zbieg okoliczności, ale tuż przed moim telefonem jej myśli zbiegły się z moimi – dobrze byłoby porozmawiać z Pavlem. Niestety próby nawiązania z nim kontaktu kończą się niepowodzeniem. Wiem jednak, że nie zaznam spokoju, jeśli nie zrealizuję swojego zamierzenia. Kiedy piszę, nie ma dnia żeby w górach ktoś nie ginął. Na przełomie 2015 i 2016 roku Tatry pochłaniają 14 ofiar. To czarna seria, która przejdzie do historii. TOPR śle dramatyczne apele.

Ilekroć wyruszam w Tatry powierzam tę wędrówkę Bogu. Gdy ruszam w rejon Rysów czy Przełęczy pod Chłopkiem, zawsze wstępuję na uroczy cypelek i staję pod kapliczką Matki Bożej nad Morskim Okiem. Wiem, jakie emocje towarzyszą nam, wędrującym po górach. Czasem ponosi nas fantazja, za którą nie nadąża zdrowy rozsądek. Zdarza się nie raz, że ludzie nieznający „smaku wędrowania po górach” w niewybrednych słowach krytykują wspinaczkę czy turystykę górską, uznając to za prowokowanie losu. Czy rzeczywiście realizacja tej, czy tym podobnych pasji jest tylko igraniem z niebezpieczeństwami?

Mnie jednak nurtuje coś innego. Ciągle stawiam sobie pytanie czy modlitwa, powierzanie się Bogu, Matce Bożej od Szczęśliwych Powrotów może uchronić człowieka na szlaku od nieszczęścia w sytuacji, gdy ów powierzający się bywa lekkomyślny i postępuje wbrew rozsądkowi?

W czasie gdy w górach miała miejsce opisywana akcja, my modliliśmy się posyłając swoich aniołów stróżów do tych, którzy są na szlakach. Wierzę mocno w to, że nasza modlitwa miała moc sprawczą. Jestem przekonany, że anioł stróż zawsze czuwa przy człowieku, lecz jest zniewolony naszą wolnością, którą otrzymaliśmy w darze od Boga. Jeżeli jednak powierzamy się Opatrzności, to On czuwa, nawet, a może szczególnie wtedy, gdy bywamy lekkomyślni. Sam doświadczyłem łaski, gdy cudem uniknąłem śmierci albo kalectwa w okolicy (a jakże!) Buli pod Rysami. Powierzając się Opatrzności Bożej, której bezgranicznie ufam, przyjmuję jednocześnie, że wszystko, co się dzieje jest zgodne z wolą Bożą. Święcie w to wierzę. Czy Matka Boża od Szczęśliwych Powrotów jest „przypisana” wyłącznie wędrującym po Tatrach?  Jest tylko jedna odpowiedź na to pytanie: jeśli zawiązała się relacja z Matką, to możemy na Nią liczyć. Czuję to. Wierzę i wiem.

Obyśmy upadając zawsze mieli swoją półkę ocalenia.

Pisząc powyższy artykuł opierałem się na informacjach uzyskanych przez organizatorów spotkania od ratowników  TOPR i zdawkowej wiedzy zaczerpniętej na gorąco od Pavla. 

 

Dodaj komentarz