Stopklatka
Mieliśmy życie w obfitości, mieliśmy dostęp do wszystkiego czego zapragnęliśmy. Aż pewnego dnia do drzwi naszej codzienności zapukał deficyt.
Pamiętam ostatnie spotkanie w Morskim Oku i poczucie pełni. Pamiętam mrowie ludzi w schronisku i tęsknotę za ciszą wokół niego. Pamiętam rozmowy i zwierzenia. Wspominam rzeźby gór i płaskorzeźbę nieba, mroczne metafory drzemiące w Czarnym Stawie i farby spływające bystrymi potokami na płótno Morskiego Oka. Przywołuję w pamięci falujące kształty naszyjników ze szlachetnych kamieni – głazów, zatopione w krystalicznej płyciźnie smreki i cienie pstrągów kiedyś płochliwych.
Pamiętam oswojone łanie po przeciwległej stronie jeziora i na drodze do Morskiego Oka. Lisa – cwaniaczka, przyjmującego postać żebraka – za sam fakt bycia tutaj i nieuciekania ma godziwą miskę. Za bardzo oswoiliśmy się ze sobą, poszło to za daleko, brakuje tylko misia wchłaniającego kanapki i dopijającego napój energetyczny w toksycznym towarzystwie. Człowiek niebezpiecznie zdominował Ziemię. W swojej pysze i egoizmie przekraczał wiele wyznaczonych w sumieniu granic. Wtem:
https://www.facebook.com/TatrzanskiParkNarodowy/videos/258188431878208/
Niesamowity widok znad Morskiego Oka – trzysta roków temu tak było, albo więcej – tak pusto ze as głupio. Ale bydzie lepiyj. Niedługo przydziecie, syćko minie – przejmujące, ale i urocze słowa leśniczego, jedynego w tym przybytku człowieka, stojącego na sześćdziesięciocentymetrowej grubości tafli jeziora.
Serce mi chce wyskoczyć. Tęsknię. Spoglądam na ten cudowny pejzaż lecz nie widzę rozpaczającego i umierającego z głodu lisa, nie widzę zagubionych i wychudzonych łani, nie słyszę też, aby pan leśniczy Grzegorz odnotowywał próby samobójcze kozic. Są natomiast liczne nawrócenia orzechówek, które porzuciły haniebny proceder i już nie wykradają dzieciom z ręki kabanosów i kanapek ani turystom z talerza kotletów. Czy to trwałe nawrócenie…? A pstrągi? One przywykły do corocznej lodowej kwarantanny i odcięte od świata nie mają pojęcia co się tutaj dzieje. Dla nich nic się jeszcze nie zmieniło.
https://24tp.pl/n/67424?fbclid=IwAR18kDFDfqmD-DaBRckh6d9JkLQLrU-Areuk2Ioa-1Fbu3gMxKlyZ2pUqzI
Daj Boże abyśmy, zanim stopnieje lód, mogli wrócić tutaj, bo inaczej te słodkowodne stworzenia pomyślą, że to gorzki koniec świata. Wybudzające się misie owszem będą, a może już są, zdziwione i niedowierzające tej ciszy. Obawiam się jednak ich reakcji gdy wrócimy tłumnie w Tatry. Oby nie było ofiar. Syćko minie. Oby, szanowny panie Grzegorzu…
Mniej więcej w połowie pierwszego filmu, kamera telefonu leśniczego ukazuje morenę z samotną kapliczką (widzę ją w wyobraźni) a później milczący mostek nad ujściem Rybiego Potoku i wreszcie schronisko, z którym autora filmu łączą ślady na śniegu, biegnące na sam środek zamarzniętego Morskiego Oka. Osowiałe i zdezorientowane, jak zmarznięte zwierzę, schronisko pierwszy raz w swojej historii doświadcza aż takiej samotności. Nawet stan wojenny nie osamotnił go tak bardzo. Gdzieś w środku musi być pani Maria, i kilka osób z personelu. Cóż robi teraz ta tryskająca energią gaździna? Zapewne gawędzi z licznymi, a bezpiecznymi w bezpośrednim kontakcie, portretami ludzi gór, które wniknęły w ściany sali jadalnej i pokoju – biura pani Łapińskiej. Przewraca karty opasłych albumów ze zdjęciami – pamiętników Morskiego Oka. I wspomina… Co może teraz czuć nasza zacna Pani Maria przyzwyczajona do gwaru i tłumu? Jeżeli czyta ten wpis, to pozdrawiamy i przesyłamy życzliwości – Pani i innym, z którymi zżyliśmy się przez lata.

Zdjęcie z oficjalnego profilu Schronisko PTTK Morskie Oko z 13 marca 2020
Spoglądając ze środka jeziora na schronisko widzę za nim świat w masce, pogrążony w niewyobrażalnym lęku – nas wszystkich nagle zatrzymanych w miejscu. Ktoś z nas nie przemierza sawanny, ktoś inny nie wykłada meandrów prawa w murach uczelni, młodzi, przyczepieni do tematu studenci, nie mogą się wlec długim korytarzem za mentorem – wykładowcą, aż po jego gabinet, by pełniej zgłębić wiedzę. Ktoś prowadzi zajęcia muzyczne, ale w sieci, inny z nas szuka sposobu, by kontynuować warsztaty i ćwiczyć chór oraz orkiestrę. Jeszcze inny realizuje dźwięk w zaciszu pokoju a nie w studiu nagrań. Pasterze w celach klasztornych, choć pozostają do dyspozycji, to przecież odcięci od stada (jak oni nas zbiorą, gdy kiedyś wszystko to się skończy?). Ktoś nie opowiada dzieciom swoich historii, ktoś inny umiera z tęsknoty w ośrodku duszpasterstwa akademickiego, a kilku pozostałych nie ludziom, a misiom i innym drapieżnym pielgrzymom, parzy teraz herbatę. A co u Matki od Powrotów? Czuję, że teraz szczególniej niż zwykle jest z nami! Kapliczka owszem, w kwarantannie, lecz Ona trwa przy nas bez maseczki i w pełnej bliskości

Matko, piękna Pani, wiemy, że jesteś z nami, czujemy Twoją obecność. Korzystając z tej nieoczekiwanej okazji znowu Cię przywołujemy i prosimy jak mamę, pomóż nam wrócić do dawnego ale mądrzejszego i bardziej sprawiedliwego życia. Wyjednaj nam łaskę u Syna, bowiem lękamy się i czujemy zagrożenie. Bo świat nam się wywraca do góry nogami. Bo zamknięci w kwarantannie czasu nie wytrzymujemy psychicznie tego stanu napięcia i próby. Owszem, zbliżamy się do siebie, bo nigdy dotąd nie było nam dane żyć w takiej bliskości, ale ona jest zarazem próbą. Spójrz na nas, gdy nie wiemy jak pogodzić pracę w domu z obowiązkami szkolnymi dzieci, spójrz, gdy nasze zapasy się kurczą a pokłady cierpliwości wyczerpują. Przez Jezusa Chrystusa uchroń świat przed chorobą i ubocznymi jej skutkami. Zalęknieni o przyszłość naszych dzieci prosimy, abyś im błogosławiła i utrzymywała w łączności z najlepszym Przyjacielem. Nie pozwól zarazem nam skupiać się tylko na sobie ale otwórz nas na świat, na wszystkich bezbronnych braci zapadających na choroby w obozach dla uchodźców, na bliźnich w biednych zakątkach Afryki i Azji i innych lądach, gdzie ludziom w oczy zagląda głód i strach. Matko, Pani Tatrzańska pomóż bezdomnym odnaleźć dom, a starszym pokoleniom godnie przeżyć starość. Tyle błagań i tyle modlitw, tyle świętych oczekiwań. Janie Pawle II, którego przywołujemy w modlitwach wspólnotowych, którego właśnie wspominamy w rocznicę śmierci – wstawiaj się za nami, czuwaj nad kapłanami, by nie stracili z oczu swoich owiec, by ocaleli. Bądź blisko. Błogosławiony Pierze Giorgio Frassati – chłopcze zjednoczony w bólu z cierpiącymi, spieszący z pomocą bez względu na wszystko, wrażliwy alpejski góralu, wstawiaj się za braćmi z Włoch i innych miejsc na Ziemi… Błagamy! Boże! Kochający Ojcze, wiemy, że w tym Bardzo Wielkim Poście, na tej niewyobrażalnej pustyni, w tym suchym drzewie, w deficycie jest życie. Wielu z nas jest ciężko, niektórym niewyobrażalnie źle, lecz…
… we wszystkim tym odnosimy pełne zwycięstwo dzięki Temu, który nas umiłował. I jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani Moce, ani co wysokie, ani co głębokie, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym. (Rz 8, 31-39)
Bo jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam…?
Jednoczmy się ze sobą. Niech nas Pan błogosławi i strzeże… Pokój nam wszystkim!

Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.